pagebg
Zakłady sportowe i zakłady internetowe bukmacherskie. Piłka nożna - Oferujemy ponad 500 lig.

Liverpool – Chelsea 4:1

- Jestem bardzo zadowolony po wygranej z Chelsea – mówił napastnik Liverpoolu Andy Carroll. – Nie strzeliłem w meczu bramki, ale spotkanie pokazało że jesteśmy silni – dodał. Wtorkowe spotkanie zakończyło się wynikiem 4:1 dla ekipy z Anfield Road.

- Myślę że przez cały sezon graliśmy dobrze, ale brakowało nam jedynie wyników. Musimy jednak zostawić to za sobą i po prostu grać dalej, bo mamy wielu fantastycznych zawodników – dodał Anglik.

Wyceniany na 17 mln funtów napastnik strzelił w tym sezonie tylko 4 bramki w 34. spotkaniach: – Dla mnie osobiście nie był to dobry rok, ale wiem ze w następnym jesteśmy zdolni do zajęcia miejsca w ścisłej czołówce Premier League. Ważne, że wychodzimy w każdym spotkaniu z nastawienie żeby wygrać – zauważył zawodnik.

- W spotkaniu z „The Blues” pokazaliśmy się ze znakomitej strony i wiem że na taką postawę liczą nasi kibice – zakończył Carroll.

W bardzo emocjonującym spotkaniu 37. kolejki ligi angielskiej Liverpool wygrał z Chelsea 4:1, a na listę strzelców wpisali się Jordan Henderson, Daniel Agger, Jonjo Shelvey i Michael Essien, który zaliczył trafienie do własnej siatki. „The Reds” mogli powiększyć zdobycz bramkową, ale Stewart Downing nie wykorzystał rzutu karnego.

Borussia Dortmund – Bayern 1:0


BoDBMHi przez maidb7abc

Bundesliga. Juup Heynckes przekonywał na pomeczowej konferencji, że przy odrobinie szczęścia, wczorajszy mecz z Borussią Dortmund mógłby ułożyć się po myśli Bayernu. Bawarczycy, którzy przegrali 1:0, mieli kilka doskonałych sytuacji i zmarnowali karnego.

- Ten mecz wyglądał zupełnie inaczej w pierwszej, jak i drugiej połowie. Przed przerwą lepiej radził sobie Dortmund, który zepchnął nas do obrony i zbudował kilka groźnych sytuacji. Świetnie spisywał się jednak nasz bramkarz, Manuel Neuer – powiedział szkoleniowiec Bayernu.

- Po przerwie inicjatywa należała jednak do nas i to niedopuszczalne, że właśnie w okresie, gdy graliśmy najlepiej, straciliśmy gola. Sądzę, że brakowało nam szczęścia, które w takich meczach jak ten, jest bardzo potrzebne – zakończył.

Hertha – Freiburg 1:2

Piłkarze Herthy Berlin we wtorkowej konfrontacji z Freiburgiem nie mogli sobie pozwolić na porażkę. Sytuacja drużyny Otto Rehhagela już przed rozpoczęciem meczu była bardzo trudna. Z kolei gości liczyli na potwierdzenie wysokiej formy z ostatnich tygodniu i zrobienie kolejnego kroku w kierunku utrzymania się w Bundeslidze.

Pojedynek na Stadionie Olimpijski fatalnie rozpoczął się dla gospodarzy, którzy już w siódmej minucie stracili bramkę. Po zagraniu Dembele niefortunnie interweniował Hubnik, który wpakował piłkę do własnej bramki.

Gospodarze starali się odpowiedzieć, ale Freiburg skutecznie bronił dostępu do własnej bramki. Goście również nie zamierzali się tylko ograniczać do obrony. Starali się wyprowadzać akcje, dążąc tym samym do zdobycia drugiego gola. Ostatecznie jednak w pierwszej połowie wynik nie uległ zmianie.

W 67. minucie Freiburg potwierdził jednak swoją wyższość nad Herthą. W 67. minucie drugiego gola dla drużyny prowadzonej przez Christiana Streicha zdobył Freis. Gospodarze robili wszystko, aby odwrócić losy rywalizacji.

W 81. minucie Hercie udało się zdobyć kontaktowego gola. Po zagraniu Raffaela do bramki Freiburga strzałem głową piłkę wpakował Hubnik, tym samym po części odkupując winy przy samobójczym trafieniu. Było to jednak wszystko, na co było stać gospodarzy w tym meczu.

Hannover – Wolfsburg 2:0

Hannover 96 po bramkach Dioufa i Ya Konana pokonał w Derbach Dolnej Saksonii VfL Wolfsburg 2:0 i zrobił poważny krok w kierunku europejskich pucharów. W walce o nie pozostają także zawodnicy Bayeru Leverkusen, którzy odnieśli pierwsze zwycięstwo za kadencji Samiego Hyypii. Aptekarze 3:1 pokonali Kaiserslautern.

Derby Dolnej Saksonii pomiędzy Hannoverem 96 a VfL Wolfsburg mogły w dużej mierze zadecydować, czy któraś z drużyn zagra w przyszłym sezonie w europejskich pucharach. Walczący o miejsce w polskiej kadrze napastnik Hannoveru Artur Sobiech przez 90 minut oglądał spotkanie z ławki rezerwowych.

Na pierwszego gola zebrani na AWD-Arenie kibice musieli czekać aż do 44 minuty. Wtedy to pojedynek z bramkarzem po podaniu Jana Schlaudraffa wygrał Mame Biram Diouf, który trafił do siatki po raz szósty w ligowym sezonie. Dziesięć minut wcześniej dogodnej okazji nie wykorzystał partner Senegalczyka z ataku Didier Ya Konan. Iworczyk uderzył niecelnie z około jedenastu metrów.

Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej do siatki trafił za to w minucie 77, przypieczętowując wygraną Hannoveru. Ya Konan skierował piłkę do bramki tuż przy słupku po podaniu Schlaudraffa.

Ekipa Mirko Slomki dzięki zwycięstwu powiększa przewagę nad Wilkami do czterech punktów, co może ułatwić zawodnikom Die Roten drogę do kolejnego występu w Lidze Europy.

Hoffenheim – Hamburger 4:0

Będące wciąż w niewesołej sytuacji HSV w środę wybierze się na Wirsol Rhein-Neckar-Arenę na spotkanie z niemal pewnym utrzymania Hoffenheim. Wieśniacy staną więc przed szansą na odniesienie pierwszego domowego zwycięstwa za kadencji Markusa Babbela.

Pod jego wodzą TSG wygrało trzy razy, ale za każdym razem na wyjeździe. Na swoim obiekcie Hoffenheim w tej rundzie niemal wyłącznie remisuje. Podziałem punktów zakończyło się pięć z sześciu spotkań, a jedyną drużyną, która zdołała pokonać ekipę Babbela na jej terenie był VfB Stuttgart. W poprzedni weekend Hoffenheim grało na wyjeździe i wygrało 2:1 z Kaiserslautern.

O ile TSG może się czuć dość bezpiecznie, bo przewaga nad strefą spadkową wynosi dziesięć punktów, o tyle wciąż pewni bytu w Bundeslidze nie mogą być zawodnicy Hamburgera SV. Podopieczni Thorstena Finka po serii czterech porażek z rzędu i sześciu meczy bez wygranej przełamali się wygrywając 1:0 w K’lautern, a w miniony weekend zremisowali 1:1 z Bayerem Leverkusen. Od strefy spadkowej dzielą ich jednak tylko cztery punkty.

Die Rothosen w środę zagrają osłabieni brakiem wykartkowanego Dennisa Aogo, zawieszonego Jose Paolo Guerrero oraz kontuzjowanych Slobodana Rajkovicia i Dennisa Diekmeiera. Hoffenheim zagra bez Isaaca Virsaha i Matthiasa Jaissle.

HSV i TSG zagrały ze sobą dotąd siedmiokrotnie. Dwa razy padał remis, dwa razy górą było Hoffenheim i trzy zwycięstwa odnieśli hamburczycy. Żadna z drużyn nie zdołała jednak jeszcze nigdy pokonać rywala na jego boisku. W jesiennym meczu HSV wygrało 2:0.

Augsburg – Stuttgart 1:3

Znajdujący się ostatnio w świetnej dyspozycji VfB Stuttgart we wtorek mierzył się na wyjeździe z FC Augsburg, który nie składa broni w walce o utrzymanie. W weekend beniaminek napsuł nieco krwi Bayernowi Monachium, a w meczu przed własną publicznością chciał znów pokrzyżować plany faworytowi.

Spotkanie rozpoczęło się dla gospodarzy wręcz wyśmienicie, bo objęli oni prowadzenie już po pięciu minutach. W polu karnym Marcela Ndjenga faulował bramkarz VfB Sven Ulreich i sędzia wskazał na jedenasty metr. Rzut karny wykorzystał strzałem w lewy dolny róg Nando Rafael.

To był jednak jedyny pozytywny aspekt pierwszej polowy dla FCA. Kolejne bramki strzelali bowiem już tylko goście. W minucie 24 po dośrodkowaniu Tamasa Hajnala z rzutu rożnego głową do bramki Simona Jentzscha trafił Serdar Tasci.

Dziesięć minut później Hajnal dogrywał po raz drugi. Tym razem do Martina Harnika, który wyprowadził Die Schwaben na prowadzenie. Dla Austriaka była to 15 bramka w sezonie ligowym.

Piłkarze Stuttgartu przez całą drugą połowę kontrolowali przebieg gry, nie dopuszczając gospodarzy w rejony swojego pola karnego. Ponadto Vedad Ibisević pozbawił kibiców nerwów w końcówce spotkania i w 84 minucie podwyższył na 3:1. Miękko ponad głowami obrońców piłkę w pole karne zagrał Christian Gentner, a dopadł do niej bośniacki napastnik VfB, który świetnym uderzeniem na długi słupek pokonał golkipera Augsburga.

Ta bramka przypieczętowała zwycięstwo drużyny Bruna Labbadii, która jest coraz bliższa gry w europejskich pucharach. Augsburg, który na SGL-Arenie przegrał dopiero po raz pierwszy w tym roku, o utrzymanie pewnie będzie musiał się buć do ostatniej kolejki.

Lazio – Napoli 3:1

Piłkarze Lazio Rzym na zakończenie 31. kolejki Serie A pokonali na własnym boisku Napoli 3:1. Dobry wynik podopieczni Eduardo Rei zawdzięczają lepszej grze w drugiej połowie spotkania i pięknemu trafieniu przewrotką Stefano Mauriego.

Spotkanie poprzedziła minuta ciszy ku pamięci zmarłego w zeszłą niedzielę legendarnego piłkarza rzymskiego klubu, Giorgio Chinaglii. Piłkarze Lazio bardzo dobrze rozpoczęli ten pojedynek. Najpierw mieli dwa rzuty wolne, po których nie potrafili stworzyć większego zagrożenia pod bramką rywali. Dziewięć minut po pierwszym gwizdku arbitra wyszli jednak na prowadzenie. Na strzał z dość ostrego kąta zdecydował się Antonio Candreva i po sporym błędzie Morgana De Sanctisa, który powinien dużo lepiej interweniować, piłka zatrzepotała w siatce. Od momentu straconej bramki do ataku ruszyli piłkarze Napoli. Już chwilę po trafieniu Candrevy w sytuacji sam na sam z Marchettim znalazł się Edinson Cavani, lecz lepszy w tym pojedynku okazał się włoski bramkarz. Minutę później szczęścia próbował także Marek Hamsik, ale futbolówka przeszła obok słupka.

W drugim kwadransie gry tempo spotkania wyraźnie spadło i oba zespoły nie potrafiły stworzyć sobie klarownych sytuacji podbramkowych. W 30. minucie po raz kolejny słabo spisał się De Sanctis, wypuszczając piłkę po dośrodkowaniu, tym razem nie przyniosło to jednak konsekwencji. Cztery minuty później Napoli doprowadziło natomiast do wyrównania. Fantastyczną asystą popisał się Ezequiel Lavezzi, który zagraniem piętą umożliwił Pandevowi dojście do sytuacji sam na sam z Marchettim. Macedończyk nie zmarnował tej okazji i było już 1:1. Trzy minuty przed końcem pierwszej połowy spory błąd popełnił natomiast sędzia tego spotkania, który nie odgwizdał ewidentnego faulu na Pandevie i nie podyktował rzutu karnego. Do przerwy Lazio remisowało więc z Napoli 1:1.

Na drugą połowę podopieczni Eduardo Rei wyszli z jedną zmianą, słabego w pierwszej części gry Hernanesa zastąpił Alvaro Gonzalez. Chwilę po przerwie ładną akcją lewą stroną boiska popisał się Lavezzi, który dośrodkował w pole karne do Pandeva. Macedończyk nie trafił jednak czysto w piłkę i nie stworzył ostatecznie zagrożenia. Od tego momentu inicjatywę przejęli gospodarze. W 52. minucie spotkania fatalnie zachował się Hamsik, który sprokurował niebezpieczną okazję pod własną bramką. Strzał Candrevy obronił jednak de Sanctis, a dobitka innego z piłkarzy Lazio została zablokowana.

Ataki Lazio przyniosły efekt w postaci bramki w 68. minucie spotkania. Radu dośrodkował w pole karne, a tam znalazł się Mauri, który złożył się do przewrotki. Po chwili piłka zatrzepotała w siatce, a pomocnik Lazio mógł się cieszyć ze wspaniałego gola. Lazio nie zamierzało jednak odpuszczać i wciąż atakowało. Kolejny strzał Mauriego był już jednak niecelny. Dziewięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry gospodarze wyszli jednak na prowadzenie. Po faulu w polu karnym sędzia podyktował jedenastkę, którą pewnym strzałem na gola zamienił Ledesma. tym samym Lazio wygrało ostatecznie to spotkanie 3:1.

Chievo – Catania 3:2

Mimo gry przez ponad 70 minut w liczebnym osłabieniu Catania Calcio była bliska wywiezienia punktu z boiska Chievo Werona. Ostatecznie miejscowi pokonali rywala w stosunku 3:2.

Mająca nadzieję na awans do europejskich pucharów Catania Calcio dość szybko podczas spotkania w Weronie otrzymała cios od swojego rywala. Już pierwszy strzał na bramkę w wykonaniu Michela Bradley’a znalazł drogę do celu i miejscowi objęli ważne prowadzenie.

Na tym złe wieści dla gości się jednak nie kończyły. Już w 19. minucie za faul we własnym polu karnym na wychodzącym na czysta pozycję Pellissierze czerwoną kartkę otrzymał Nicolas Spolli i Catania kończyła ten mecz w osłabieniu mając dwa gole straty, bowiem po chwili „jedenastkę” wykorzystał sam poszkodowany.

W 32. minucie z pomocą gościom przyszedł Marco Andreolli, który nie poradził sobie z piłką we własnym polu karnym i wpakował ją do swojej bramki, zmniejszając straty Catanii do zaledwie jednego gola.

Do przerwy mimo licznych okazji z obu stron wynik ten nie uległ już zmianie.

Drugą połowę spotkania ponownie od mocnego uderzenia rozpoczęli miejscowi. W 50. minucie z bliska na 3:1 podwyższył Palsochi i w tym momencie było już niemal pewne, że trzy punkty pozostaną w Weronie.

W końcówce meczu gościom udało się jeszcze nawiązać kontakt z rywalami i zdobyć gola na 3:2, którego autorem był Almiron, ale na więcej Sycylijczyków nie było już stać i to miejscowi cieszyli się ze zdobycia kompletu punktów.

Cagliari – Inter 2:2

Ponownie sporo goli oglądali kibice Interu Mediolan. Tym razem ich drużyna tylko zremisowała na wyjeździe z grającym przez niemal pół godziny w liczebnym osłabieniu Cagliari Calcio.

Rozgrywane wyjątkowo w Trieście spotkanie szybko dostarczyło sporych emocji. Już w piątej minucie w pole karne gości powędrował Davide Astori, który wspomógł swoich kolegów przy rzucie rożnym.

Jak się okazało po chwili było to słuszne posunięcie, bowiem to właśnie obrońca Cagliari najlepiej zachował się w polu karnym rywali i otworzył wynik tej potyczki.

Inter jednak błyskawicznie wyrównał. Kilkadziesiąt sekund później na listę strzelców wpisał się Diego Milito, który został obsłużony dobrym podaniem przez Mauro Zarate.

Jak się później okazało te szybko zdobyte bramki były jedynymi, jakie oglądaliśmy w pierwszej połowie spotkania. Po zmianie stron czekała nas zatem zażarta walka o trzy oczka.

W drugiej połowie ponownie pierwszy na listę strzelców wpisał się zawodnik Cagliari. Tym razem bł nim Maurizio Pinilla, który od momentu przybycia do sardyńskiego klubu zbiera świetne noty za swe występy.

I tym razem Inter nie kazał jednak czekać swoim kibicom zbyt długo na wyrównanie. Cagliari na prowadzeniu było zaledwie trzy minuty, do czasu gdy drogę do siatki znalazł Esteban Cambiasso.

Bramka dla Interu padła w momencie, gdy na boisku nie było już strzelca ostatniego gola dla Cagliari, czyli Pinilli. W 63. minucie otrzymał on od arbitra spotkania drugi tego popołudnia żółty kartonik i musiał opuścić plac gry, sprawiając że teraz wielki atut po swojej stronie mieli goście.

Mediolańczycy nie byli jednak w stanie wykorzystać liczebnej przewagi i oba kluby podzieliły się punktami.

Atalanta – Siena 1:2

Wyraźnej zadyszki dostała ostatnimi tygodniami Atalanta Bergamo, która potwierdziła to dzisiaj przegrywając u siebie z innym beniaminkiem Sieną 1:2. Choć przez regulaminowe 90 minut mieliśmy remis po golach Schelotto i Larrondo, to w doliczonym czasie gry trzy punkty Robur zapewnił niezawodny Mattia Destro.

Wszystkie najważniejsze wydarzenia pierwszej połowy spotkania miały miejsce w pierwszym kwadransie. Wówczas to wynik otworzył Ezequiel Schelotto, który już w szóstej minucie mocnym strzałem nie dał najmniejszych szans bramkarzowi Robur.

Na odpowiedź gości nie trzeba było jednak zbyt długo czekać w 13 minucie stan spotkania został wyrównany za sprawą rzutu karnego wykonywanego przez Marcelo Larrondo. To właśnie ten zawodnik uszczęśliwił nielicznych kibiców Sieny na tym spotkaniu i mecz zaczynał się od początku.

Druga połowa okazała się dużo słabsza od pierwszej. Dopiero w pierwszej minucie doliczonego czasu gry do siatki Atalanty trafił bożyszcze kibiców Robur, kuszony przez największe włoskie firmy, Mattia Destro, który spokojnym uderzeniem pokonał bramkarza rywala.

Tym samym ważne trzy punkty pojadą do Sieny.