pagebg

Archive for Luty, 2012

Hertha Berlin – Borussia Dortmund 0:1

Liga niemiecka. Borussia Dortmund w dalszym ciągu może się pochwalić kompletem zwycięstw na swoim koncie w 2012 roku. Wygrane obrońcom tytułu ostatnio nie przychodzą jednak łatwo. W sobotnim meczu drużyna Jürgena Kloppa skromnie 1:0 wygrana na Stadionie Olimpijskim w Berlinie z tamtejszą Herthą Berlin. Jedyna bramka meczu padła po uderzeniu Kevina Großkreutza. Kontuzji w końcówce pierwszej połowy nabawił się Łukasz Piszczek.

Trener Borussii Dortmund Jürgen Klopp, pod nieobecność Shinjiego Kagawy, zdecydował się postawić w podstawowym składzie zarówno na Roberta Lewandowskiego, jak i Lucasa Barrios. Bardziej wysunięty mecz rozpoczął Paragwajczyk, natomiast reprezentant Polski miał operować za jego plecami. Od pierwszej minuty, podobnie jak we wcześniejszych wiosennych spotkaniach, zagrali także Łukasz Piszczek i Jakub Błaszczykowski.

Od początku spotkania bardzo aktywny na prawej stronie boiska był Piszczek, który często włączał się do ofensywnych akcji. W ósmej minucie precyzyjnie dośrodkował w pole karne, ale Lucas Barrios nie zdołał strzałem głową pokonać bramkarza rywali.

W kolejnych minutach kibice nie oglądali zbyt ciekawego widowiska. Gospodarze przede wszystkim ograniczali się do bronienia dostępu do własnej bramki. Z kolei goście z Dortmundu mieli problemy z konstruowaniem akcji. W 32. minucie po raz kolejny z dobrej strony pokazał się Piszczek, który ponownie dograł piłkę w pole karne, ale i tym razem Barrios nie zachował zimnej krwi.

Tymczasem kilka minut później na prowadzenie mogła wyjść. Po błędzie Matsa Hummelsa, w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Raffael, ale świetną interwencją popisał się Roman Weidenfeller. Tuż przed zakończeniem pierwszej połowy do siatki Herthy mógł trafić Piszczek, który po prostopadłym podaniu miał przed sobą tylko Thomasa Krafta, ale nie zdołał trafić do siatki. Na domiar złego, w starciu z bramkarzem Herthy na bawił się urazu i nie mógł już wyjść na drugą połowę.

Cztery minuty po wznowieniu gry gorąco było pod bramką mistrzów Niemiec. Po szybkiej kontrze Adrian Ramos ładnie zagrał do Patricka Eberta, który jednak w dobrej sytuacji uderzył obok słupka. W odpowiedzi z ostrego kąta próbował uderzać Lewandowski, ale posłał piłkę obok dalszego słupka.

Inicjatywa cały czas należała do Borussii, która dłużej utrzymywała się przy piłce. Mistrzowie Polski dopięli swego w 66. minucie. Wówczas po dośrodkowaniu Błaszczykowskiego z prawego skrzydła, głową uderzał Lewandowski, ale Kraft z najwyższym trudem odbił piłkę. Spadła ona jednak pod nogi Kevina Großkreutza, który stojąc tyłem do bramki, efektownym strzałem wpakował piłkę do siatki.

Hertha próbowała zdobyć kontaktowego gola. Bardzo aktywny w jej szeregach był Raffael, który sprawiał duże problemy defensywie Borussii. Napastnik gospodarzy nie potrafił jednak pokonać Weidenfellera. W 80. minucie przed szansą stanął Lewandowski, ale jego strzał z ostrego kąta wybronił Kraft.

Hamburger – Werder Brema 1:3

Walczące o miejsce premiowane grą w europejskich pucharach, zespoły Werderu Brema i Bayeru Leverkusen pewnie wygrały w swoich sobotnich spotkaniach 22. kolejki. Pierwsi ograli 3:1 na wyjeździe Hamburger SV, natomiast drudzy przed własną publicznością rozbili FC Augsburg.

Pojedynek w Hamburgu zapowiadał się niezwykle ciekawie. Gospodarze pod wodzą Thorstena Finka od dłuższego czasu spisują się bardzo dobrze, z kolei drużyna z Bremy ostatnio miała słabszy okres i chciała wrócić na zwycięską ścieżkę.

Mecz na Imtech-Arena doskonale ułożył się dla drużyny prowadzonej przez Thomasa Schaafa, która już w dziewiątej minucie objęła prowadzenia. Po zagraniu Markusa Rosenberga do piłki dopadł Marko Marin i pokonał bezradnego bramkarza HSV.

HSV starało się odpowiedzieć, ale nie potrafiło znaleźć sposobu na bramkarza Werderu. Gdy wydawało się, że w pierwszej połowie wynik nie ulegnie już zmianie, tuż przed jej zakończeniem Werder podwyższył na 2:0. Po dośrodkowaniu Zlatko Junuzovicia z rzutu wolnego, celną główką popisał się Tom Trybull.

W drugiej połowie gospodarze nie zamierzali się jednak poddawać i walczyli o zdobycie kontaktowego gola. Ta sztuka udała im się w 76. minucie. Wówczas bramkarza Werderu, strzałem z rzutu wolnego pokonał Mladen Petrić.

Spotkanie zostało rozstrzygnięte cztery minuty przed jego zakończeniem. Wówczas trzeciego gola dla Werderu zdobył Marko Arnautović. Co ciekawe asystę przy tym trafieniu zaliczył bramkarz Tim Wiese.

Bayer Leverkusen – Augsburg 4:1

Bayer Leverkusen w roli zdecydowanego faworyta podejmował przed własną publicznością FC Augsburg. Podopieczni Robina Dutta, którzy w tym sezonie walczą o miejsce premiowane grą w europejskich pucharach, nie mogli sobie pozwolić na stratę punktów.

Kibiców Aptekarzy optymizmem nie mogły jednak napawać pierwsze minuty w wykonaniu ich drużyny. Drużyna Bayeru długi nie potrafiła zagrozić bramce rywali. Z kolei goście nie kwapili się do ataków i czekali przede wszystkim na okazję do kontry.

Bayerowi udało się jednak wyjść na prowadzenie w 25. minucie. Po zagraniu Gonzalo Castro, do piłki dopadł Stefan Kießling i strzałem głową wpakował piłkę do siatki. Jak się okazało była to jedyna bramka w pierwszej połowie.

Druga odsłona pojedynku świetnie rozpoczęła się dla beniaminka z Augsburga, który pięć minu po wznowieniu gry doprowdził do wyrównania. Najlepszy strzelec zespolu Sascha Mölders tym razem wystąpił w roli asystenta, a do bramki strzeżonej przez Bernda Leno trafił Koo Ja-Cheol.

Na odpowiedź Aptekarzy nie trzeba było jednak długo czekać, bowiem już w 60. minucie gospodarze ponownie prowadzili. Tym razem do bramki Augsburga trafił Gonzalo Castro, a asystę na swoje konto zapisał Lars Bender.

Bayer poszedł za ciosem i w kolejnych dziesięciu minutach zdobył kolejne dwie bramki. Padły one po akcjach Andre Schürrle i Stefana Kießlinga. W 64. minucie pierwszy zaliczył asystę, a drugi zdobył swojego drugiego gola w tym meczu. Sześć minut później role się odwróciły i padła czwarta bramka dla gospodarzy. Wynik 4:1 nie zmienił się już do ostatniego gwizdka sędziego.

Schalke 04 – Wolfsburg 4:0

Schalke 04 pewnie pokonało w pierwszym niedzielnym meczu Bundesligi VfL Wolfsburg i zachowało dystans do prowadzącej Borussii Dortmund. Łupem bramkowym Klaas-Jan Huntelaar (dwie) podzielił się z Joelem Matipem i Raulem Gonzalezem.

Ewentualna przegrana gospodarzy mogła oznaczać koniec marzeń o mistrzostwie, bowiem Borussia wygrywa mecz za meczem i nic nie wskazuje na to, by miała stracić w rundzie rewanżowej wielu punktów.

Dwa tygodnie wcześniej Schalke straciło punkty grając na własnym stadionie, ale tym razem nic na to nie wskazywało. Już w dziesiątej minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłkę na dalszy słupek zgrał Matip, a tam czekał na gola numer 400. w karierze Raul Gonzalez.

Kibice nie czekali zbyt długo na podwyższenie, bo już w 15. minucie po szybkiej kontrze i zagraniu z lewego skrzydła Fuchsa jako drugi na listę strzelców wpisał się Klaas-Jan Huntelaar. Holender mógł podwyższyć na 3:0 w 36. minucie, ale nie potrafił wykorzystać rzutu karnego.

W przerwie trener Huub Stevens musiał zmienić kontuzjowanego Unnerstalla. Jego miejsce między słupkami zajął Hildebrand.

Cztery minuty po wznowieniu ładne trafienie zaliczył Matip. Po centrze z rzutu rożnego głową uderzał Papadopoulos, a Matip zmienił tor lotu piłki piętką, w ten sposób podwyższając na 3:0. Ostatnie trafienie w tym meczu zaliczył Huntelaar na nieco ponad kwadrans przed końcowym gwizdkiem.

Hannover – Stuttgart 4:2

Sześć bramek padło w ostatnim spotkaniu 22 kolejki Bundesligi, w którym Hannover 96 pokonał 4:2 VfB Stuttgart. Gospodarze nie mieli żadnych problemów z odniesieniem zwycięstwa, bowiem prowadzili w tym meczu już 4:0.

Trener Hannoveru 96 Mirko Slomka nie zdecydował się na danie szansy gry od pierwszej minuty Arturowi Sobiechowi. Polski napastnik, który w ciągu ostatniego tygodnia zdobył dwie ważne bramki dla swojego zespołu, ponownie rozpoczął mecz na ławce rezerwowych.

Spotkanie na AWD-Arena bardzo dobrze ułożyło się dla gospodarzy, którzy wyszli na prowadzenie w 25. minucie. Po zagraniu Christiana Pandera, celnym strzałem głową popisał się Karim Haggui.

Siedem minut później było już 2:0 dla Hannoveru. Kolejną asystę zaliczył Pander, a tym razem na listę strzelców wpisał się Mame Biram Diouf. Tym samym podopieczni Mirko Slomki mogli w bardzo dobrych humorach schodzić na przerwę.

Zaraz po wznowieniu gry w drugiej połowie, padła trzecia bramka dla Hannoveru. Tym razem Svena Ulreicha do kapitulacji zmusił Pander. Gospodarze nie zamierzali jednak na tym poprzestawać. W 73. minucie, po podaniu Manuela Schmiedebacha, do siatki trafił Lars Stindl.

Dopiero od tego momentu skuteczniej zaczęli grać goście, którzy w ciągu kilku minut zdobyli dwie bramki. Najpierw podanie Vedada Ibisevicia wykorzystał Martin Harnik, a kilka chwil później drugiego gola po zagraniu Cacau zdobył Shinji Okazaki. Wynik 4:2 nie uległ już zmianie.

Real Madryt – Racing Santander 4:0


Real Madrid 4-0 Racing Santander – All Goals przez goalsarena2012-2

La liga. Zgodnie z przewidywaniami, Real Madryt nie miał problemów z pokonaniem na Santiago Bernabeu Racingu Santander. Podopieczni Jose Mourinho przed własną publicznością pewnie wygrali 4:0 i przynajmniej do jutra powiększyli przewagę nad Barceloną do trzynastu punktów.

Gospodarze rzucili się do ataku od pierwszych minut, chcąc jak najszybciej objąć prowadzenie. Bliski zdobycia gola w piątej minucie był Ronaldo, a kilkanaście sekund później Portugalczyk był już skuteczny. Ze strzałem Kaki poradził sobie bramkarz, ale Brazylijczyk odegrał piłkę do niepilnowanego Ronaldo i najskuteczniejszy zawodnik La Liga zdobył gola.

Racing bardzo rzadko przedzierał się pod pole karne Casillasa. Po jednym z takich wypadów w 25. minucie bramkarz Realu zmuszony był piąstkować piłkę uderzoną przez Diopa. Chwilę później nie wykorzystał kapitalnej okazji na piątym metrze Benzema. Francuz przyjął piłkę na klatkę piersiową po czym skiksował i tak sprawiając problemy bramkarzowi.

Jedną z nielicznych okazji ponownie Racing miał w 35. minucie. Po niepewnym piąstkowaniu Casillasa piłka spadła na 10 metr pod nogi Acosty, ale jego strzał zablokował Marcelo. Cztery minuty później w kontrowersyjnych okolicznościach z boiska wyleciał Cisma. Zawodnik z Santander otrzymał drugą żółtą kartkę za zagranie ręką.

Tuż przed końcowym gwizdkiem w pierwszej połowie prowadzenie podwyższył Benzema. Francuz podciął piłkę nad wychodzącym bramkarzem, a zanim ta wpadła do siatki, dotknął ją próbujący wybijać Bernardo.

Po zmianie stron na boisku wiało nudą. Przyjezdnym udało się oddać dwa groźne strzały po dośrodkowaniach ze skrzydeł, ale nie zaskoczyły one Casillasa. Dopiero wejście rekonwalescenta odmieniło to spotkanie. Argentyńczyk w 73. minucie oddał kapitalny strzał zza pola karnego i Real prowadził już 3:0. Rezultat ustalił w ostatnich minutach Karim Benzema.

Getafe – Espanyol 1:1


Getafe 1 Espanyol 1 przez acosart

W pierwszym sobotnim meczu hiszpańskiej La Liga Getafe zremisowało przed własną publicznością z Espanyolem. Katalończycy kończyli mecz w dziesiątkę po czerwonej kartce w 81. minucie dla Galana.

Luis Garcia pełniący funkcję trenera Getafe miał pewne obawy przed tym meczem. Jego podopieczni przegrali już dwa spotkania z rzędu i spadają w tabeli coraz niżej.

Gospodarze umieścili piłkę w siatce rywala już w drugiej minucie za sprawą Barrady, ale w momencie strzału urodzony we Francji pomocnik pomagał sobie ręką. Sędzia słusznie cofnął akcję. Kolejną okazję do zdobycia bramki miał Guiza. Były reprezentant Hiszpanii oddał strzał po dośrodkowaniu Mane z którym poradził sobie bramkarz. Espanyol obudził się dopiero pod koniec pierwszej połowy i wówczas było groźnie pod bramką Getafe po strzałach tuż nad poprzeczką Romarica i główką Coutinho.

Nie miał szczęścia na początku drugiej połowy Miku. Wenezuelczyk wydawałoby się idealnie uderzał głową, ale na wyżyny swoich umiejętności wzniósł się Casilla. W 66. minucie niespodziewanie na prowadzenie wyszli Katalończycy. Wracający po kontuzji Alvaro Vazquez przejął piłkę po długim zagraniu Moreno i zdobył ósmego gola w sezonie.

Cztery minuty później sprytnie faulował Thievy w polu karnym Miku, a sam poszkodowany podszedł do piłki ustawionej na jedenastym metrze i umieścił ją w siatce. Na kwadrans przed końcem Casillas ponownie kapitalnie interweniował, tym razem przy strzale Guizy.

Inter – Bologna 0:3


inter-bologna przez www4444

Bologna w ostatnich tygodniach notuje dobre wyniki, ale w tabeli wciąż znajdowała się tuż nad strefą spadkową. Dziś dzięki dwóm bramkom Marco Di Vaio oraz jednej Roberta Acquafresci goście wygrali na Stadio Giuseppe Meazza z Interem 3:0.

Po serii słabych występów do spotkania z Bologną Inter przystępował niemal z nożem na gardle. Drużyna wkrótce przystępuje do walki w Lidze Mistrzów, a śladów nie tak dawnej wysokiej formy wciąż nie było widać.

W pierwszej połowie spotkania miejscowi mieli kilka dobrych okazji do zdobycia gola, a jednak wszystkie zaprzepaścili, często w kiepskim, nieprzystającym wicemistrzom kraju stylu.

Bologna tymczasem była szalenie skuteczna i zadała rywalowi dwa mordercze ciosy. W 37. minucie fatalny błąd popełnił Lucio i przy piłce znalazł się Ramirez, który dograł do Di Vaio, a ten umieścił piłkę w siatce, ku zaskoczeniu kibiców, którzy do tej pory byli świadkami spotkania, w którym przeważała miejscowa drużyna.

Zaskoczenie po chwili zastąpił szok. Już po chwili Bologna prowadziła bowiem 2:0, ponownie po trafieniu Di Vaio. Tym razem błąd popełnił Ranocchia, który skierował piłkę wprost pod nogi napastnika rywali. Di Vaio ponownie okazji nie zmarnował.

Do szatni Inter udawał się więc tracąc dwa gole do rywala i żegnany potężną dawką gwizdów.

Druga połowa rozpoczęła się od groźnej okazji dla Di Vaio, który jednak nie wykorzystał szansy na hat-tricka. Później na boisku dominował już Inter, który co chwilę stawał przed okazją do otworzenia wyniku bramkowego po swojej stronie.

Nerazzurri byli jednak dziś bardzo nieskuteczni, brakowało im wykończenia akcji, które wcześniej długo i precyzyjnie budowali. W 76. minucie Marco Di Vaio został zastąpiony przez Roberta Acquafrescę. To właśnie snajper, którego kartą zawodniczą dysponował jeszcze niedawno Inter na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry wbił ostatniego gwoździa do trumny miejscowej drużyny, podwyższając na 3:0!

Po tym trafieniu część kibiców Interu opuściła już stadion, inni zaczęli skandować imię i nazwisko Jose Mourinho. Wynik nie uległ już zmianie.

Fiorentina – Napoli 0:3

Dwa gole Edinsona Cavaniego – na początku pierwszej i drugiej połowy – oraz trafienie w samej końcówce Ezequiela Lavezziego dały Napoli cenne zwycięstwo na terenie Fiorentiny. Neapolitańczycy w dobrych nastrojach przystąpią więc do starcia z Chelsea.

Biorąc pod uwagę przygotowania Napoli do meczu Ligi Mistrzów przeciwko Chelsea oraz nieobecność w bramce Morgana De Sanctisa, który przegrał walkę z przeziębieniem, za lekkiego faworyta przed pierwszym gwizdkiem sędziego uchodzili dziś gospodarze.

Szybko z tego przekonania kibiców wyprowadził Edinson Cavani, który już w trzeciej minucie zdobył gola, pokonując Artura Boruca. Warto przy tym nadmienić, iż bł to pierwszy strzał w tym meczu.

Już w dwunastej minucie Mazzarri musiał dokonać pierwszej zmiany w swoim składzie. Kontuzji doznał bowiem Hugo Campagnaro i w jego miejsce pojawić musiał się Grava.

W 24. minucie Napoli mogło prowadzić 2:0, ale szczęścia zabrakło Maggio. Zawodnik ten oddał strzał głową, lecz piłka uderzyła jedynie w poprzeczkę. Po kolejnych pięciu minutach równie bliscy gola byli miejscowi. W 29. minucie głową uderzał Natali, ale i tym razem piłka trafiła jedynie w obramowanie, uderzając w słupek.

Do przerwy utrzymała się więc szybko zdobyta przewaga drużyny przyjezdnej.

Drugą połowę ambitnie rozpoczęła Fiorentina, która chciała szybko odrobić straty, jednak Napoli nie przysnęło nawet na chwilę. Już po pięciu minutach od wznowienia gry ponownie dał o sobie znać Edinson Cavani, który podwyższył na 0:2 i Napoli było bliskie zgarnięcia pełnej puli za to spotkanie.

Fiorentina mimo usilnych prób zniwelowania przewagi rywali nie była w stanie zdobyć ani jednej bramki. Co więcej już w doliczonym czasie gry na 3:0 podwyższył Lavezzi i trzy punkty powędrowały na konto Napoli.

Juventus – Catania 3:1


Juventus 3-1 Catania przez goalsarena2012-2

Piłkarze Juventusu Turyn zwyciężyli na własnym boisku z Catanią w jedynym sobotnim meczu 24. kolejki Serie A. Bohaterem spotkania został Andrea Pirlo (fot.), który oprócz wyrównującej bramki zaliczył również dwie asysty przy golach kolegów.

Catania spotkanie w Turynie rozpoczęła znakomicie. Już cztery minuty po pierwszym gwizdku sędziego gospodarze zdołali wyjść na prowadzenie za sprawą celnego uderzenia Pablo Barrientosa. Na początku drugiego kwadransa gry odpowiedzieć próbował Marco Boriello, ale najpierw jego strzał dobrze obronił Kosicky, a później kolejne uderzenie napastnika Juve zablokował jeden z obrońców.

W 22. minucie spotkania piłkarze Starej Damy mieli rzut wolny. Do piłki podszedł Andrea Pirlo i świetnym uderzeniem wyrównał stan pojedynku. Pod koniec drugiego kwadransa gry gospodarze mogli prowadzić, lecz Fabio Quagliarella trafił jedynie w poprzeczkę. Po chwili uderzał natomiast Claudio Bergessio, piłka przeszła jeszcze po palcach Buffona i również uderzyła jedynie w poprzeczkę. W tym elemencie mieliśmy więc remis, remisowy był też wynik, który utrzymał się do końca pierwszej połowy.

Od początku drugiej połowy Juventus starał się jak najszybciej wyjść na prowadzenie. Sześć minut po wznowieniu gry szczęścia próbował Quagliarella, lecz uderzył niecelnie. W 56. minucie drugiego gola w tym spotkaniu chciał zdobyć Pirlo, tym razem bramkarz gości nie dał się jednak pokonać. Dziewięć minut później stało się jasne, że Catanii o korzystny rezultat w tym spotkaniu będzie bardzo ciężko. Drugą zółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką ukarany został bowiem Marco Motta i goście musieli radzić sobie w osłabieniu.

Juventus dopiął swego pod koniec drugiego kwadransa tej części gry. Po dośrodkowaniu Pirlo w polu karnym znalazł się Giorgio Chiellini i strzałem głową dał swojemu zespołowi prowadzenie. Gospodarze nie mieli zamiaru na tym poprzestać. w 78. minucie szansę na strzelenie gola miał Mirko Vucinić, lecz dobrze zachował się Kosicky. Trzy minuty później było już jednak 3:1. Po raz kolejny w roli podającego wystąpił Pirlo, a wynik spotkania ustalił Quagliarella.