pagebg

Archive for the ‘Liga Mistrzów’ Category

Stuttgart – Dortmund 1:1

Jurgen Klopp nie przejmuje się gorszą grą swojego zespołu we wczorajszym meczu, tylko cieszy się z punktów zdobytych kosztem Olympiakosu i zapowiada walkę o wygraną w Londynie.

– Nie mieliśmy dzisiaj szczęścia choć na zwycięstwo uważam, w pełni zasłużyliśmy, nawet jeśli nie potrafiliśmy wykonać ostatniego podania. Zaczęliśmy bardzo dobrze i z biegiem czasu traciliśmy impet. Nie interesuje mnie sposób w jaki osiągnęliśmy wynik. We wcześniejszych meczach graliśmy dobrze i nie wygrywaliśmy. Teraz było odwrotnie – cieszył się Jurgen Klopp po końcowym gwizdku.

- Presja przed następnym meczem będzie dużo mniejsza. Jesteśmy w stanie wygrywać z lepszymi zespołami tak więc jedziemy do Londynu pokonać Arsenal – zapowiedział.

Chelsea – Bayer Leverkusen 2:0


Cel 2-0 Bl przez goalsarenaorg

Raczej nikt nie będzie polemizował ze stwierdzeniem, że to właśnie Chelsea jest faworytem grupy E, zaś Valencii i Bayerowi Leverkusen, z którym londyńczycy dzisiaj się mierzyli, pozostaje tylko walka o drugie miejsce. Chelsea, silnie wzmocniona takimi graczami, jak Juan Manuel Mata, czy Raul Meireles nie powinna mieć problemów z tym, by okazać się niegościnna i na własnym terenie odprawić z kwitkiem gości z Leverkusen.

Już w trzeciej minucie piłka radośnie załopotała w siatce bramki Petra Cecha, a wpakował ją tam Simon Rolfes. Reprezentant Niemiec mógłby cieszyć się z szybko zdobytej bramki, gdyby nie fakt, że sędzia nakazał czeskiemu golkiperowi Chelsea wznowić grę z piątego metra. Zakłady na piłkę nożną. Powód? Faul na Fernando Torresie.

Już po chwili futbolówka ponownie znajduje swoje miejsce w bramce, tym razem jednak z drugiej strony boiska, jednakże ponownie też sędzia odgwizduje przewinienie i nie uznaje brami. Zza pola karnego Bayeru piłkę celnie uderzał Torres, ta jednak po drodze zahacza o będącego na spalonym Raula Meirelesa. Tak to zinterpretował prowadzący spotkanie Francuz, powtórki pokazały jednak, że decyzja o rzekomej pozycji spalonej była błędna, zaś bramka powinna zostać uznana.

To właśnie Chelsea częściej dzisiaj przedzierała się pod pole karne gości, co nie znaczy wcale, że piłkarze Robina Dutta położyli się na murawie i bezradnie kontemplowali wyczyny Anglików. Drużyna Aptekarzy także miała kilka ciekawych akcji, które przy odrobinie szczęścia mogły zakończyć się bramką. Oba zespoły grały jednak bardzo uważnie i bardzo pewnie w defensywie, przez co szansa na jakiekolwiek trafienie spadła w okolice zera.

Bardzo ruchliwy był Torres. Hiszpan, za którego pół roku temu wyłożono rekordową kwotę blisko 60 milionów funtów zdawał się wychodzić ze skóry by tylko udowodnić, że nie były to pieniądze wywalone w błoto. Były gracz Liverpoolu bardzo dobrze rozumiał się ze sprowadzonym tego lata z Valencii Juanem Matą, ale nie ma się co dziwić, gdyż obaj gracze bardzo dobrze znają się z reprezentacji Hiszpanii.

Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem, mimo, że i Chelsea, i Bayer miały kilkanaście szans na przechylenie wyniku na swoją korzyść. Oczywiście to The Blues mieli ich więcej, jednak wynik początkowy nie uległ zmianie.

Druga połowa zaczęła się tak jak pierwsza – od groźnej sytuacji zespołu niemieckiego, tym razem jednak to nie arbiter, a Michael Ballack swoją nieporadnością zadecydował o braku bramki. W 57. minucie 34-letni pomocnik miał jeszcze bardziej klarowną sytuację, z której także nie zrobił użytku. Były kapitan reprezentacji Niemiec był graczem londyńskiej Chelsea w latach 2006–2010 i z pewnością miał coś do udowodnienia stołecznym kibicom i działaczom, jednakże marnując tak znakomite sytuacje, jakie miał, zapewne utwierdził ich w przekonaniu, że podjęta rok temu decyzja o pozbyciu się go była bądź co bądź słuszna.

W 63. minucie dwójkowa akcja Mata – Daniel Starridge powinna dać Chelsea prowadzenie, ale golkiper Leverkusen, młody Bernd Leno, który zastępuje kontuzjowanego Rene Adlera, nie dał się pokonać londyńskiemu duetowi. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. Cztery minuty po tej sytuacji wypożyczony ze Stuttgartu bramkarz musiał już skapitulować wobec strzału Davida Luiza. Należy odmienić, że wielki udział przy golu Brazylijczyka miał Torres, który wcześniej bardzo sprawnie przedarł się lewą stroną boiska i precyzyjne dograł swojemu klubowemu koledze.

Chelsea nie spuszczała z tonu i coraz bardziej zdecydowanie napierała na bramkę Leno zmuszając gości do przejścia do twardej defensywy. Gdy zaś wydawało się, że podopieczni Andre Villasa-Boasa zakończą dzisiejsze spotkanie ze skromną wygraną 1:0, ponownie błysnął Torres. Popularny El Ninio pokazał, że oprócz strzelania goli (czego zresztą ostatnio zaniechał) potrafi także znakomicie asystować. 27-latek drugi raz był autorem ostatniego podania, jednakże tym razem akcję wykańczał Mata.

Wygrana 2:0 nie w pełni pokazuje przewagę, jaką dzisiaj osiągnęła Chelsea i gdyby londyńczycy wygrali jedną-dwoma bramkami wyżej, to nikt nie miałby prawa stwierdzić, że wyniki jest nie sprawiedliwi. Stare porzekadło mówi, że gra się tak jak przeciwnik pozwala i dzisiejszego wieczoru na Stamford Bridge Bayer pozwolił gospodarzom na zbyt wiele, co skończyło się, jak się skończyło.

CSKA Moskwa – Anzhi 3:0

CSKA Moskwa, walcząca o udział w Lidze Mistrzów, pokonała Anzhi 3-0.

Barcelona – Real 1:1

Serial z El Clásico, uchodzący za piłkarski spektakl ponad wszystkie inne, miał rozpalić zmysły futbolową sztuką wyższą, a rozpalił przede wszystkim niezdrowe emocje. W ciągu ostatnich lat obie potęgi poprawiały stosunki, mocno nadszarpnięte na początku stulecia za rządów na Camp Nou fanatycznego nacjonalisty Joana Gasparta, a także przez szokujący transfer Luisa Figo z Barcelony do Realu, na którego z trybun Camp Nou spadały zapalniczki, telefony, nawet świński łeb. Teraz wystarczyły trzy tygodnie, by szacunek dla przeciwnika wyparła wrogość. Wrogość publicznie manifestowana i dzieląca nawet przyjaciół z reprezentacji Hiszpanii.

Manchester – Schalke 4:1

W rewanżowym półfinałowym spotkaniu Manchester United pokonał Schalke 04 Gelsenkirchen 4:1 (2:1) i przypieczętował awans do finału rozgrywek. W pierwszym spotkaniu podopieczni Sir Alexa Fergusona pokonali niemiecki zespół 2:0.

Manchester na rewanżowe spotkanie z Schalke wyszedł w mocno eksperymentalnym ustawieniu. Poza kadrą znaleźli się Ronney i Ferdinand, a na ławce usiedli Giggs, Evra i Vidic. Mimo takich roszad ekipa Alexa Fergusona radziła sobie doskonale. Goście z Gelsenkirchen od początku chcieli zaskoczyć gospodarzy wysokim pressingiem, który jednak nie przynosił większych efektów. United byli zespołem, który utrzymywał się przy piłce i z minuty na minutę tworzył kolejne sytuacje podbramkowe. W 26. minucie meczu po błędzie Schalke i pięknej prostopadłej piłce od Gibsona, bramkę zdobył Valencia. Na kolejny gol kibice nie musieli długo czekać. W 31. minucie potężnym strzałem Gibson zaskoczył Neuera i podwyższył wynik na 2:0. W tym momencie Schalke jakby się obudziło i cztery minuty później po zamieszaniu pod polem karnym kontaktowego gola zdobył Jurado. Jeszcze przed przerwą sytuację sam na sam z Neuerem miał Valencia, jednak zbyt długo zwlekał z zakończeniem akcji i piłkę zmierzającą do bramki wybił powracający obrońca Schalke. Do przerwy Manchester prowadził z Schalke 2:1.

W drugiej części gry trener gości zdecydował się wprowadzić drugiego napastnika i obok Raula pojawił się Edu. Na nic ta zmiana jednak się nie zdała, ponieważ inicjatywę w spotkaniu przejęli gospodarze. W ciągu dziesięciu pierwszych minut Manchester mógł powiększyć swoją przewagę aż trzykrotnie. Świetnie spisywali się jednak obrońcy i bramkarz Schalke. Po początkowym oblężeniu bramki Neuera nastąpił przestój w grze. Manchester nie podkręcał tempa, a graczom Schalke brakowało atutów, aby zmienić losy spotkania. Ostatnie dwa ciosy gościom zadał Anderson. Pierwszy w 72. minucie meczu i drugi zaledwie cztery minuty później. W końcówce swoich szans nie wykorzystali gracze z obu stron. Zmniejszyć porażkę dwukrotnie mógł Klaas-Jan Huntelaar, a powiększyć przewagę Michael Owen. Do końca meczu więcej bramek już nie padło, Manchester United pokonał Schalke 04 Gelsenkirchen 4:1.

Dzięki wygranej w środowym spotkaniu Manchester przypieczętował awans do finału Ligi Mistrzów. Właśnie tam zmierzy się z pogromcą Realu Madryt, FC Barceloną. Mecz na Wembley może być rewanżem za finał w 2009 roku, w którym Czerwone Diabły uległy Katalończykom 2:0. Wszyscy zatem z niecierpliwością oczekują spotkania, które odbędzie się 28 maja w Londynie.

Bayern – Inter 2:3

Inter Mediolan przed rewanżowym spotkaniem 1/8 finału Ligi Mistrzów wydawał się być na straconej pozycji. Tymczasem prowadzi przez Brazylijczyka Leonardo zawodnicy z San Siro zapewnili sobie awans do kolejnej rundy kosztem Bawarczyków.

Pierwsze spotkanie pomiędzy Interem Mediolan i Bayernem Monachium rozgrywanym na San Siro niespodziewanie lepsi okazali się podopieczni Louisa van Gaala. Mario Gomez okazał się katem Nerrazurrich i zapewnił Bawarczykom cenną zaliczkę przed rewanżem. W historii Ligi Mistrzów tylko jednemu zespołowi, który przegrał pierwsze spotkanie u siebie udało się zapewnić awans do kolejnej rundy w rewanżu.

W edycji 1995/96 Ajax Amsterdam przegrał 0:1 pierwsze spotkania na własnym stadionie z Panathinaikosem Ateny. Jedyną bramkę dla „Koniczynek” zdobył Krzysztof Warzycha. W rewanżu Holendrzy prowadzeni przez Louisa van Gaala wygrali 3:0 i awansowali do kolejnej rundy. Od tamtego okresu żadnemu zespołowi nie udało się odrobić z pierwszego spotkania na własnym stadionie. Tym samym zespół z Mediolanu przeszedł do historii.

Warto jednak zaznaczyć, że dwumecz pomiędzy Interem Mediolan i Bayerem Monachium należał do spotkań bardzo emocjonujących i pełnych zwrotów akcji. Spotkania 1/8 finału Ligi Mistrzów trwają po 180 minut i dopiero po ostatnim gwizdku arbitra można wyłonić zwycięzcę. Bawarczycy zbyt mocno uwierzyli, że ich zwycięstwo na San Siro praktycznie przesądza o awansie do kolejnej rundy. Boć może spora w tym zasługa historycznych statystyk, które wydawały się nie pozostawiać Interowi złudzeń.

Spotkanie w Monachium znakomicie zaczęło się dla zespołu z Mediolanu, jednak Bayern zareagował bardzo dobrze i szybko odrobił straty z nawiązką. Do przerwy podopiecznym Leonardo brakowało dwóch bramek by zapewnić sobie awans. Wielu wydawało się to nierealne szczególnie, że z przebiegu gry lepiej prezentowali się podopieczni Louisa van Gaala. Inter jednak się nie poddał i udowodnił jak na obrońcę tytułu przystało, że jest lepszym zespołem. Bramki Wesleya Sneijdera i Gorana Pandeva dały awans do 1/4 finału Ligi Mistrzów zawodnikom Interu Mediolan.

Gdyby do drugiej rundy awansował zespół z Monachium to pełna odpowiedzialność za odpadniecie obrońcy trofeum spadła by na Julio Cesara. Brazylijski golkiper zarówno w pierwszy meczu jak i w rewanżu popełnił błędy, po których piłkę do bramki słał Mario Gomez. Stało się jednak inaczej i to Inter Mediolan zagra w kolejnej rundzie i stanie przed szansa na obronę tytułu wywalczonego przed rokiem. Gdyby tak się stało to zawodnicy Leonardo byli by pierwszym zespołem, który zdobyłby dwukrotnie z rzędu Puchar Ligi Mistrzów.

Manchester Utd – Marsylia 2:1

Bramkarz Olympique Marsylia Steve Mandanda nie kryje swojego rozczarowania z powodu odpadnięcia z Ligi Mistrzów. Mistrzowie Francji byli o krok od awansu. Do pełni szczęścia zabrakło im drugiej bramki w Manchesterze, o którą walczyli do ostatnich sekund spotkania.

- Czujemy wielki żal i rozczarowanie. Zdajemy sobie sprawę, że byliśmy o krok… – przyznał w wywiadzie Mandanda.

- Mieliśmy kilka sytuacji podbramkowych, po których mogły paść kolejne bramki. Spodziewałem się, że będę miał tego wieczoru mnóstwo pracy, a było zupełnie inaczej. Mimo to puściłem aż dwa gole. Nie ma co ukrywać, że jestem sfrustrowany – dodał.

Real Madryt – Lyon 3:0

Bafetimbi Gomis uważa, że Olympique Lyon nie zasłużył na tak wysoką porażkę z Realem Madryt. Królewscy rozbili drużynę ze Stade Gerland 3:0 i przypieczętowali swój awans do ćwierćfinału Champions League.

- Czujemy wielkie rozczarowanie. Liczyliśmy na to, że uda nam się powtórzyć sukces z tamtego sezonu i także tym razem awansujemy do ćwierćfinału. Real okazał się jednak dużo silniejszy – przyznał Gomis.

- Gdy straciliśmy pierwszego gola, nie załamaliśmy się. Wiedzieliśmy, że do awansu wystarczy nam bramkowy remis. Odsłoniliśmy się i przez to przegraliśmy tak wysoko. Nie zasłużyliśmy na porażkę 3:0. Nie ma jednak sensu tego rozpamiętywać. Musimy skupić się na Ligue 1 i na naszym meczu przeciwko Rennes – dodał.

Schalke – Valencia 3:1

Raul Gonzalez przyznaje, że jest szczęśliwy z powodu awansu do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. 33-letni napastnik Schalke z niecierpliwością czeka kolejnego rywala, choć jak przyznaje, nikt nie oczekuje od jego zespołu awansu do półfinału.

- To było niezwykle ciężkie spotkanie, ale nie pozwoliliśmy się zepchnąć do defensywy. W końcówce mieliśmy być może trochę szczęścia, ale nie zmienia to faktu, że odnieśliśmy zwycięstwo i to my gramy dalej – powiedział Raul.

- Jestem podekscytowany. To wyjątkowy wieczór także i dla mnie. Czekamy teraz na naszego rywala w ćwierćfinale, ale nie martwię się o to, na kogo trafimy. Bez względu na wynik będzie to dla nas fantastyczna przygoda.

Lyon – Real Madryt 1:1

Trener Realu Madryt Jose Mourinho jest zadowolony z postępów, jakie robi napastnik Karim Benzema. Portugalski szkoleniowiec przyznał, że Francuza czeka jeszcze sporo pracy, ale twierdzi, że zmiany idą w dobrym kierunku i wkrótce 23-letni piłkarz zacznie grać na miarę swoich możliwości.

W tym sezonie Benzema nie ma miejsca w wyjściowym składzie Królewskich, ale w ostatnich spotkaniach spisywał się dobrze. Zdobył bramkę przeciwko Levante (2:0) w lidze oraz strzelił gola swojemu byłemu klubowi Olympique Lyon (1:1) w Lidze Mistrzów.

- Wszyscy znają jego potencjał, który robi wrażenie. Ale wszyscy wiedzą i on także, bo jest inteligentnym chłopakiem, że w trakcie meczów musi poprawić pewne rzeczy. Pracuje nad tym by to poprawić. Idzie w dobrym kierunku – powiedział Mourinho gazecie AS.