Cel 2-0 Bl przez goalsarenaorg
Raczej nikt nie będzie polemizował ze stwierdzeniem, że to właśnie Chelsea jest faworytem grupy E, zaś Valencii i Bayerowi Leverkusen, z którym londyńczycy dzisiaj się mierzyli, pozostaje tylko walka o drugie miejsce. Chelsea, silnie wzmocniona takimi graczami, jak Juan Manuel Mata, czy Raul Meireles nie powinna mieć problemów z tym, by okazać się niegościnna i na własnym terenie odprawić z kwitkiem gości z Leverkusen.
Już w trzeciej minucie piłka radośnie załopotała w siatce bramki Petra Cecha, a wpakował ją tam Simon Rolfes. Reprezentant Niemiec mógłby cieszyć się z szybko zdobytej bramki, gdyby nie fakt, że sędzia nakazał czeskiemu golkiperowi Chelsea wznowić grę z piątego metra. Zakłady na piłkę nożną. Powód? Faul na Fernando Torresie.
Już po chwili futbolówka ponownie znajduje swoje miejsce w bramce, tym razem jednak z drugiej strony boiska, jednakże ponownie też sędzia odgwizduje przewinienie i nie uznaje brami. Zza pola karnego Bayeru piłkę celnie uderzał Torres, ta jednak po drodze zahacza o będącego na spalonym Raula Meirelesa. Tak to zinterpretował prowadzący spotkanie Francuz, powtórki pokazały jednak, że decyzja o rzekomej pozycji spalonej była błędna, zaś bramka powinna zostać uznana.
To właśnie Chelsea częściej dzisiaj przedzierała się pod pole karne gości, co nie znaczy wcale, że piłkarze Robina Dutta położyli się na murawie i bezradnie kontemplowali wyczyny Anglików. Drużyna Aptekarzy także miała kilka ciekawych akcji, które przy odrobinie szczęścia mogły zakończyć się bramką. Oba zespoły grały jednak bardzo uważnie i bardzo pewnie w defensywie, przez co szansa na jakiekolwiek trafienie spadła w okolice zera.
Bardzo ruchliwy był Torres. Hiszpan, za którego pół roku temu wyłożono rekordową kwotę blisko 60 milionów funtów zdawał się wychodzić ze skóry by tylko udowodnić, że nie były to pieniądze wywalone w błoto. Były gracz Liverpoolu bardzo dobrze rozumiał się ze sprowadzonym tego lata z Valencii Juanem Matą, ale nie ma się co dziwić, gdyż obaj gracze bardzo dobrze znają się z reprezentacji Hiszpanii.
Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem, mimo, że i Chelsea, i Bayer miały kilkanaście szans na przechylenie wyniku na swoją korzyść. Oczywiście to The Blues mieli ich więcej, jednak wynik początkowy nie uległ zmianie.
Druga połowa zaczęła się tak jak pierwsza – od groźnej sytuacji zespołu niemieckiego, tym razem jednak to nie arbiter, a Michael Ballack swoją nieporadnością zadecydował o braku bramki. W 57. minucie 34-letni pomocnik miał jeszcze bardziej klarowną sytuację, z której także nie zrobił użytku. Były kapitan reprezentacji Niemiec był graczem londyńskiej Chelsea w latach 2006–2010 i z pewnością miał coś do udowodnienia stołecznym kibicom i działaczom, jednakże marnując tak znakomite sytuacje, jakie miał, zapewne utwierdził ich w przekonaniu, że podjęta rok temu decyzja o pozbyciu się go była bądź co bądź słuszna.
W 63. minucie dwójkowa akcja Mata – Daniel Starridge powinna dać Chelsea prowadzenie, ale golkiper Leverkusen, młody Bernd Leno, który zastępuje kontuzjowanego Rene Adlera, nie dał się pokonać londyńskiemu duetowi. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. Cztery minuty po tej sytuacji wypożyczony ze Stuttgartu bramkarz musiał już skapitulować wobec strzału Davida Luiza. Należy odmienić, że wielki udział przy golu Brazylijczyka miał Torres, który wcześniej bardzo sprawnie przedarł się lewą stroną boiska i precyzyjne dograł swojemu klubowemu koledze.
Chelsea nie spuszczała z tonu i coraz bardziej zdecydowanie napierała na bramkę Leno zmuszając gości do przejścia do twardej defensywy. Gdy zaś wydawało się, że podopieczni Andre Villasa-Boasa zakończą dzisiejsze spotkanie ze skromną wygraną 1:0, ponownie błysnął Torres. Popularny El Ninio pokazał, że oprócz strzelania goli (czego zresztą ostatnio zaniechał) potrafi także znakomicie asystować. 27-latek drugi raz był autorem ostatniego podania, jednakże tym razem akcję wykańczał Mata.
Wygrana 2:0 nie w pełni pokazuje przewagę, jaką dzisiaj osiągnęła Chelsea i gdyby londyńczycy wygrali jedną-dwoma bramkami wyżej, to nikt nie miałby prawa stwierdzić, że wyniki jest nie sprawiedliwi. Stare porzekadło mówi, że gra się tak jak przeciwnik pozwala i dzisiejszego wieczoru na Stamford Bridge Bayer pozwolił gospodarzom na zbyt wiele, co skończyło się, jak się skończyło.