Bundesliga. Juup Heynckes przekonywał na pomeczowej konferencji, że przy odrobinie szczęścia, wczorajszy mecz z Borussią Dortmund mógłby ułożyć się po myśli Bayernu. Bawarczycy, którzy przegrali 1:0, mieli kilka doskonałych sytuacji i zmarnowali karnego.
- Ten mecz wyglądał zupełnie inaczej w pierwszej, jak i drugiej połowie. Przed przerwą lepiej radził sobie Dortmund, który zepchnął nas do obrony i zbudował kilka groźnych sytuacji. Świetnie spisywał się jednak nasz bramkarz, Manuel Neuer – powiedział szkoleniowiec Bayernu.
- Po przerwie inicjatywa należała jednak do nas i to niedopuszczalne, że właśnie w okresie, gdy graliśmy najlepiej, straciliśmy gola. Sądzę, że brakowało nam szczęścia, które w takich meczach jak ten, jest bardzo potrzebne – zakończył.
Piłkarze Herthy Berlin we wtorkowej konfrontacji z Freiburgiem nie mogli sobie pozwolić na porażkę. Sytuacja drużyny Otto Rehhagela już przed rozpoczęciem meczu była bardzo trudna. Z kolei gości liczyli na potwierdzenie wysokiej formy z ostatnich tygodniu i zrobienie kolejnego kroku w kierunku utrzymania się w Bundeslidze.
Pojedynek na Stadionie Olimpijski fatalnie rozpoczął się dla gospodarzy, którzy już w siódmej minucie stracili bramkę. Po zagraniu Dembele niefortunnie interweniował Hubnik, który wpakował piłkę do własnej bramki.
Gospodarze starali się odpowiedzieć, ale Freiburg skutecznie bronił dostępu do własnej bramki. Goście również nie zamierzali się tylko ograniczać do obrony. Starali się wyprowadzać akcje, dążąc tym samym do zdobycia drugiego gola. Ostatecznie jednak w pierwszej połowie wynik nie uległ zmianie.
W 67. minucie Freiburg potwierdził jednak swoją wyższość nad Herthą. W 67. minucie drugiego gola dla drużyny prowadzonej przez Christiana Streicha zdobył Freis. Gospodarze robili wszystko, aby odwrócić losy rywalizacji.
W 81. minucie Hercie udało się zdobyć kontaktowego gola. Po zagraniu Raffaela do bramki Freiburga strzałem głową piłkę wpakował Hubnik, tym samym po części odkupując winy przy samobójczym trafieniu. Było to jednak wszystko, na co było stać gospodarzy w tym meczu.
Hannover 96 po bramkach Dioufa i Ya Konana pokonał w Derbach Dolnej Saksonii VfL Wolfsburg 2:0 i zrobił poważny krok w kierunku europejskich pucharów. W walce o nie pozostają także zawodnicy Bayeru Leverkusen, którzy odnieśli pierwsze zwycięstwo za kadencji Samiego Hyypii. Aptekarze 3:1 pokonali Kaiserslautern.
Derby Dolnej Saksonii pomiędzy Hannoverem 96 a VfL Wolfsburg mogły w dużej mierze zadecydować, czy któraś z drużyn zagra w przyszłym sezonie w europejskich pucharach. Walczący o miejsce w polskiej kadrze napastnik Hannoveru Artur Sobiech przez 90 minut oglądał spotkanie z ławki rezerwowych.
Na pierwszego gola zebrani na AWD-Arenie kibice musieli czekać aż do 44 minuty. Wtedy to pojedynek z bramkarzem po podaniu Jana Schlaudraffa wygrał Mame Biram Diouf, który trafił do siatki po raz szósty w ligowym sezonie. Dziesięć minut wcześniej dogodnej okazji nie wykorzystał partner Senegalczyka z ataku Didier Ya Konan. Iworczyk uderzył niecelnie z około jedenastu metrów.
Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej do siatki trafił za to w minucie 77, przypieczętowując wygraną Hannoveru. Ya Konan skierował piłkę do bramki tuż przy słupku po podaniu Schlaudraffa.
Ekipa Mirko Slomki dzięki zwycięstwu powiększa przewagę nad Wilkami do czterech punktów, co może ułatwić zawodnikom Die Roten drogę do kolejnego występu w Lidze Europy.
Będące wciąż w niewesołej sytuacji HSV w środę wybierze się na Wirsol Rhein-Neckar-Arenę na spotkanie z niemal pewnym utrzymania Hoffenheim. Wieśniacy staną więc przed szansą na odniesienie pierwszego domowego zwycięstwa za kadencji Markusa Babbela.
Pod jego wodzą TSG wygrało trzy razy, ale za każdym razem na wyjeździe. Na swoim obiekcie Hoffenheim w tej rundzie niemal wyłącznie remisuje. Podziałem punktów zakończyło się pięć z sześciu spotkań, a jedyną drużyną, która zdołała pokonać ekipę Babbela na jej terenie był VfB Stuttgart. W poprzedni weekend Hoffenheim grało na wyjeździe i wygrało 2:1 z Kaiserslautern.
O ile TSG może się czuć dość bezpiecznie, bo przewaga nad strefą spadkową wynosi dziesięć punktów, o tyle wciąż pewni bytu w Bundeslidze nie mogą być zawodnicy Hamburgera SV. Podopieczni Thorstena Finka po serii czterech porażek z rzędu i sześciu meczy bez wygranej przełamali się wygrywając 1:0 w K’lautern, a w miniony weekend zremisowali 1:1 z Bayerem Leverkusen. Od strefy spadkowej dzielą ich jednak tylko cztery punkty.
Die Rothosen w środę zagrają osłabieni brakiem wykartkowanego Dennisa Aogo, zawieszonego Jose Paolo Guerrero oraz kontuzjowanych Slobodana Rajkovicia i Dennisa Diekmeiera. Hoffenheim zagra bez Isaaca Virsaha i Matthiasa Jaissle.
HSV i TSG zagrały ze sobą dotąd siedmiokrotnie. Dwa razy padał remis, dwa razy górą było Hoffenheim i trzy zwycięstwa odnieśli hamburczycy. Żadna z drużyn nie zdołała jednak jeszcze nigdy pokonać rywala na jego boisku. W jesiennym meczu HSV wygrało 2:0.
Znajdujący się ostatnio w świetnej dyspozycji VfB Stuttgart we wtorek mierzył się na wyjeździe z FC Augsburg, który nie składa broni w walce o utrzymanie. W weekend beniaminek napsuł nieco krwi Bayernowi Monachium, a w meczu przed własną publicznością chciał znów pokrzyżować plany faworytowi.
Spotkanie rozpoczęło się dla gospodarzy wręcz wyśmienicie, bo objęli oni prowadzenie już po pięciu minutach. W polu karnym Marcela Ndjenga faulował bramkarz VfB Sven Ulreich i sędzia wskazał na jedenasty metr. Rzut karny wykorzystał strzałem w lewy dolny róg Nando Rafael.
To był jednak jedyny pozytywny aspekt pierwszej polowy dla FCA. Kolejne bramki strzelali bowiem już tylko goście. W minucie 24 po dośrodkowaniu Tamasa Hajnala z rzutu rożnego głową do bramki Simona Jentzscha trafił Serdar Tasci.
Dziesięć minut później Hajnal dogrywał po raz drugi. Tym razem do Martina Harnika, który wyprowadził Die Schwaben na prowadzenie. Dla Austriaka była to 15 bramka w sezonie ligowym.
Piłkarze Stuttgartu przez całą drugą połowę kontrolowali przebieg gry, nie dopuszczając gospodarzy w rejony swojego pola karnego. Ponadto Vedad Ibisević pozbawił kibiców nerwów w końcówce spotkania i w 84 minucie podwyższył na 3:1. Miękko ponad głowami obrońców piłkę w pole karne zagrał Christian Gentner, a dopadł do niej bośniacki napastnik VfB, który świetnym uderzeniem na długi słupek pokonał golkipera Augsburga.
Ta bramka przypieczętowała zwycięstwo drużyny Bruna Labbadii, która jest coraz bliższa gry w europejskich pucharach. Augsburg, który na SGL-Arenie przegrał dopiero po raz pierwszy w tym roku, o utrzymanie pewnie będzie musiał się buć do ostatniej kolejki.
Vedad Ibisević pogrążył byłych kolegów z Hoffenheim strzelając dwie bramki na Wirsol Rhein-Neckar-Arenie, ale w barwach VfB Stuttgart. Na trafienia Bośniaka z pierwszej połowy kwadrans przed końcem odpowiedzieć zdołał jego rodak Sejad Salihović, który skutecznie egzekwował rzut karny.
Ibisević, który w TSG występował przez 4,5 roku, dał prowadzenie Stuttgartowi już w ósmej minucie. Świetnie piłkę w pole karne zagrał nieco z głębi pola Khalid Boulahrouz i ta trafiła do Bośniaka, który mając przed sobą jedynie Toma Starke z łatwością skierował piłkę do siatki.
VfB tę akcję powtórzyło dwie minuty przed końcem pierwszej odsłony. Ponownie z prawego skrzydła zagrywał Holender, a Ibisević tym razem pięknym szczupakiem pokonał bramkarza, już po raz drugi w spotkaniu. Bośniacki napastnik, który zimą zmienił barwy klubowe, nie potraktował więc swoich byłych kolegów ulgowo.
Gospodarze po przerwie rzucili się do odrabiania strat, ale znów gola zdobyć mogli podopieczni Bruna Labbadii. Znajdującego się w doskonałej sytuacji Juliana Schiebera powstrzymał jednak Starke.
Hoffenheim grało dalej swoje i dopięło celu. Kwadrans przed końcem meczu faulowany w polu karnym przez Mazę był Fabian Johnson i sędzia podyktował jedenastkę. Tę na gola ładnym strzałem pod poprzeczkę zamienił Sejad Salihović i gospodarze złapali kontakt.
Przez ostatnie minuty spotkania obie drużyny stworzyły sobie po kilka bramkowych okazji, ale wynik meczu nie uległ już zmianie i Hoffenheim przegrało drugi z rzędu mecz.
Norymberga na własnym stadionie w tym roku wygrała trzy z czterech meczów, dlatego w starciu z nierównym VfL Wolfsburg to gospodarze byli faworytami. Wilki Felixa Magatha chciały jednak upolować kolejną po Bayerze Leverkusen ofiarę.
Kibice zebrani na Easy-Credit-Stadion nie mogli narzekać na początek spotkania. Już w dziewiątej minucie do siatki VfL trafił Daniel Didavi, którego świetnie z lewego skrzydła obsłużył Alexander Esswein.
Po kwadransie gry było już jednak 1:1. Także lewym skrzydłem, ale po przeciwnej stronie boiska szarżował lewy pomocnik Wolfsburga Marcel Schäfer, który idealnie dośrodkował piłkę ponad bramkarzem na długi słupek. Tam na takie zagranie czekał Mario Mandżukić i Chorwat skierował futbolówkę do siatki.
Gola koledze z napadu pozazdrościł Patrick Helmes, który w 24 minucie wyprowadził VfL na prowadzenie. Przywrócony niedawno do łask przez Felixa Magatha snajper pokonał Raphaela Schäfera dokładnym wolejem z siedmiu metrów, po zmyślnym zagraniu Mandżukicia.
Jeszcze w pierwszej połowie wynik mógł ulec zmianie, ale sytuacji sam na sam nie wykorzystał pomocnik FCN Timothy Chandler, a jedynie w poprzeczkę trafił ponownie główkujący Mandżukić. Do szatni w lepszych nastrojach schodzili więc goście.
Z niej wyszli również lepiej nastawieni, bo już w 53 minucie podwyższyli prowadzenie. Piłkę zagraną z autu głową przedłużył w pole karne Mandżukić, a do bramki strzałem z półobrotu wpakował ją Helmes. Napastnik Wolfsburga trafił do siatki po raz drugi w meczu i szósty w sezonie.
Na 4:1 powinien był trafić w końcówce spotkania Jan Polak, ale Czech po dośrodkowaniu Schäfera nie zdołał pokonać bramkarza z zaledwie pięciu metrów. Pomocnik Wolfsburga nie musiał jednak rozpaczać, bo jego drużyna ostatecznie i tak wysoko wygrała na terenie rywala.
Borussia Dortmund po wygranej 1:0 z Werderem Brema utrzymała wynoszącą pięć punktów przewagę nad Bayernem Monachium. Szczególnie zadowolony ze zwycięstwa był Shinji Kagawa, który swój urodzinowy występ uświetnił golem.
- Zrobiłem sobie urodzinowy prezent, ale celebrowałem gola z także mającym dzisiaj swoje święto Santaną – przyznał po spotkaniu Kagawa, który przesądził o wygranej BVB. – Chłopaki odśpiewali nam „Sto lat” przed rozpoczęciem meczu. Co do samego spotkania, sądzę że zabrakło nam wykończenia, a powinniśmy dołożyć drugie trafienie jeszcze w pierwszej połowie.
Zadowolony był także polski obrońca Borussii Łukasz Piszczek. – Jesteśmy szczęśliwi, bo to nie był łatwy mecz. Mogliśmy ułatwić sobie życie strzelając drugą bramkę. Nie zdołaliśmy, ale to wciąż jest zasłużone zwycięstwo. Zabrakło nam wykończenia i koncentracji w końcówce spotkania. – uważa reprezentant Polski.
W sobotę nie obeszło się bez niespodzianek na boiskach Bundesligi. Spotkanie na Imtech Arena nie miał zdecydowanego faworyta. Obie drużyny przystępowały do tego meczu licząc na zdobycie kompletu punktów. HSV musiało w tym celu przełamać passę czterech kolejnych meczów u siebie bez zwycięstwa, z kolei Stuttgart na wyjeździe nie wygra od siedmiu pojedynków.
W pierwszych minutach dłużej przy piłce utrzymywali się gospodarze, ale niewiele z tego wynikało. Kibice nie oglądali zbyt wielu groźnych sytuacji. Jednak w 23. minucie skutecznie zaatakowali goście. Po zagraniu Tamasa Hajnala, Stuttgart na prowadzenie wyprowadził Vedad Ibisević.
Siedem minut później błąd we własnym polu karnym popełnił Slobodan Rajković, który sfaulował Gotoko Sakaiego i prowadzący to spotkanie sędzia podyktował rzut karny. Jedenastkę wykorzystał Zdravko Kuzmanović. Tym samym Stuttgart w bardzo dobrych humorach mógł schodzić na przerwę.
Tuż po przerwie Stuttgart wywalczył drugi w tym meczu rzut karny. Ponownie zawinił Rajković, który tym razem nieprzepisowo powstrzymywał Martina Harnika. Po raz drugi na listę strzelców wpisał się Kuzmanović.
Jakby tego było mało, od 54. minuty HSV musiało grać w dziesiątkę. Za brutalny faul na bramkarzu czerwoną kartką ukarany został Jose Paolo Guerrero. Po tej sytuacji goście spokojnie kontrolowali wydarzenia na boisku. W ostatniej minucie wynik meczu na 4:0 ustalił Harnik, który trafił do bramki po podaniu Ibisevica.
W sobotę nie obeszło się bez niespodzianek na boiskach Bundesligi. Jedną z nich jest bez wątpienia zwycięstwo ostatniego w tabeli Freiburga nad Schalke 04 Gelsenkirchen. Trzy punkty zdobyli także piłkarze VfB Stuttgart, którzy na wyjeździe rozbili 4:0 Hamburger SV.
Zdecydowanym faworytem pojedynku na Mage Solar Stadium był zespół gości z Gelsenkirchen. Piłkarze Schalke nie wyobrażali sobie innej możliwości, niż zdobycie trzech punktów w konfrontacji z zamykającym ligową tabelę Freiburgiem.
Spotkanie świetnie ułożyło się jednak dla skazywanych na porażkę gospodarzy, którzy w 18. minucie objęli prowadzenie. Po zagraniu Johannesa Fluma na listę strzelców wpisał się Sebastian Freis.
Po stracie bramki do pracy zabrali się podopieczni Huuba Stevensa, którzy mieli wyraźną przewagę, ale nie potrafili udokumentować jej zdobyciem bramki. Ostatecznie w pierwszej połowie fani drużyny z Gelsenkirchen nie doczekali się wyrównania.
Tymczasem w 66. minucie padła druga bramka dla drużyny prowadzonej przez Christiana Streicha. Bramkarz Schalke Timo Hildebrand tym razem skapitulował po strzale Daniela Caligiuriego, któremu asystował Jonathan Schmid.
Schalke nie zamierzało się jednak poddawać. W 72. minucie nadzieję gościom przywrócił Teemu Pukki, który kilkadziesiąt sekund wcześniej pojawił się na boisku, zmieniając Raula. Trzy minuty przed zakończeniem meczu goście stracili zawodnika, bowiem drugą żółtą kartką ukarany został Papadopoulos. Ostatecznie wynik nie uległ już zmianie.