pagebg

Archive for the ‘Liga Włoska’ Category

Lazio – Napoli 3:1

Piłkarze Lazio Rzym na zakończenie 31. kolejki Serie A pokonali na własnym boisku Napoli 3:1. Dobry wynik podopieczni Eduardo Rei zawdzięczają lepszej grze w drugiej połowie spotkania i pięknemu trafieniu przewrotką Stefano Mauriego.

Spotkanie poprzedziła minuta ciszy ku pamięci zmarłego w zeszłą niedzielę legendarnego piłkarza rzymskiego klubu, Giorgio Chinaglii. Piłkarze Lazio bardzo dobrze rozpoczęli ten pojedynek. Najpierw mieli dwa rzuty wolne, po których nie potrafili stworzyć większego zagrożenia pod bramką rywali. Dziewięć minut po pierwszym gwizdku arbitra wyszli jednak na prowadzenie. Na strzał z dość ostrego kąta zdecydował się Antonio Candreva i po sporym błędzie Morgana De Sanctisa, który powinien dużo lepiej interweniować, piłka zatrzepotała w siatce. Od momentu straconej bramki do ataku ruszyli piłkarze Napoli. Już chwilę po trafieniu Candrevy w sytuacji sam na sam z Marchettim znalazł się Edinson Cavani, lecz lepszy w tym pojedynku okazał się włoski bramkarz. Minutę później szczęścia próbował także Marek Hamsik, ale futbolówka przeszła obok słupka.

W drugim kwadransie gry tempo spotkania wyraźnie spadło i oba zespoły nie potrafiły stworzyć sobie klarownych sytuacji podbramkowych. W 30. minucie po raz kolejny słabo spisał się De Sanctis, wypuszczając piłkę po dośrodkowaniu, tym razem nie przyniosło to jednak konsekwencji. Cztery minuty później Napoli doprowadziło natomiast do wyrównania. Fantastyczną asystą popisał się Ezequiel Lavezzi, który zagraniem piętą umożliwił Pandevowi dojście do sytuacji sam na sam z Marchettim. Macedończyk nie zmarnował tej okazji i było już 1:1. Trzy minuty przed końcem pierwszej połowy spory błąd popełnił natomiast sędzia tego spotkania, który nie odgwizdał ewidentnego faulu na Pandevie i nie podyktował rzutu karnego. Do przerwy Lazio remisowało więc z Napoli 1:1.

Na drugą połowę podopieczni Eduardo Rei wyszli z jedną zmianą, słabego w pierwszej części gry Hernanesa zastąpił Alvaro Gonzalez. Chwilę po przerwie ładną akcją lewą stroną boiska popisał się Lavezzi, który dośrodkował w pole karne do Pandeva. Macedończyk nie trafił jednak czysto w piłkę i nie stworzył ostatecznie zagrożenia. Od tego momentu inicjatywę przejęli gospodarze. W 52. minucie spotkania fatalnie zachował się Hamsik, który sprokurował niebezpieczną okazję pod własną bramką. Strzał Candrevy obronił jednak de Sanctis, a dobitka innego z piłkarzy Lazio została zablokowana.

Ataki Lazio przyniosły efekt w postaci bramki w 68. minucie spotkania. Radu dośrodkował w pole karne, a tam znalazł się Mauri, który złożył się do przewrotki. Po chwili piłka zatrzepotała w siatce, a pomocnik Lazio mógł się cieszyć ze wspaniałego gola. Lazio nie zamierzało jednak odpuszczać i wciąż atakowało. Kolejny strzał Mauriego był już jednak niecelny. Dziewięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry gospodarze wyszli jednak na prowadzenie. Po faulu w polu karnym sędzia podyktował jedenastkę, którą pewnym strzałem na gola zamienił Ledesma. tym samym Lazio wygrało ostatecznie to spotkanie 3:1.

Chievo – Catania 3:2

Mimo gry przez ponad 70 minut w liczebnym osłabieniu Catania Calcio była bliska wywiezienia punktu z boiska Chievo Werona. Ostatecznie miejscowi pokonali rywala w stosunku 3:2.

Mająca nadzieję na awans do europejskich pucharów Catania Calcio dość szybko podczas spotkania w Weronie otrzymała cios od swojego rywala. Już pierwszy strzał na bramkę w wykonaniu Michela Bradley’a znalazł drogę do celu i miejscowi objęli ważne prowadzenie.

Na tym złe wieści dla gości się jednak nie kończyły. Już w 19. minucie za faul we własnym polu karnym na wychodzącym na czysta pozycję Pellissierze czerwoną kartkę otrzymał Nicolas Spolli i Catania kończyła ten mecz w osłabieniu mając dwa gole straty, bowiem po chwili „jedenastkę” wykorzystał sam poszkodowany.

W 32. minucie z pomocą gościom przyszedł Marco Andreolli, który nie poradził sobie z piłką we własnym polu karnym i wpakował ją do swojej bramki, zmniejszając straty Catanii do zaledwie jednego gola.

Do przerwy mimo licznych okazji z obu stron wynik ten nie uległ już zmianie.

Drugą połowę spotkania ponownie od mocnego uderzenia rozpoczęli miejscowi. W 50. minucie z bliska na 3:1 podwyższył Palsochi i w tym momencie było już niemal pewne, że trzy punkty pozostaną w Weronie.

W końcówce meczu gościom udało się jeszcze nawiązać kontakt z rywalami i zdobyć gola na 3:2, którego autorem był Almiron, ale na więcej Sycylijczyków nie było już stać i to miejscowi cieszyli się ze zdobycia kompletu punktów.

Cagliari – Inter 2:2

Ponownie sporo goli oglądali kibice Interu Mediolan. Tym razem ich drużyna tylko zremisowała na wyjeździe z grającym przez niemal pół godziny w liczebnym osłabieniu Cagliari Calcio.

Rozgrywane wyjątkowo w Trieście spotkanie szybko dostarczyło sporych emocji. Już w piątej minucie w pole karne gości powędrował Davide Astori, który wspomógł swoich kolegów przy rzucie rożnym.

Jak się okazało po chwili było to słuszne posunięcie, bowiem to właśnie obrońca Cagliari najlepiej zachował się w polu karnym rywali i otworzył wynik tej potyczki.

Inter jednak błyskawicznie wyrównał. Kilkadziesiąt sekund później na listę strzelców wpisał się Diego Milito, który został obsłużony dobrym podaniem przez Mauro Zarate.

Jak się później okazało te szybko zdobyte bramki były jedynymi, jakie oglądaliśmy w pierwszej połowie spotkania. Po zmianie stron czekała nas zatem zażarta walka o trzy oczka.

W drugiej połowie ponownie pierwszy na listę strzelców wpisał się zawodnik Cagliari. Tym razem bł nim Maurizio Pinilla, który od momentu przybycia do sardyńskiego klubu zbiera świetne noty za swe występy.

I tym razem Inter nie kazał jednak czekać swoim kibicom zbyt długo na wyrównanie. Cagliari na prowadzeniu było zaledwie trzy minuty, do czasu gdy drogę do siatki znalazł Esteban Cambiasso.

Bramka dla Interu padła w momencie, gdy na boisku nie było już strzelca ostatniego gola dla Cagliari, czyli Pinilli. W 63. minucie otrzymał on od arbitra spotkania drugi tego popołudnia żółty kartonik i musiał opuścić plac gry, sprawiając że teraz wielki atut po swojej stronie mieli goście.

Mediolańczycy nie byli jednak w stanie wykorzystać liczebnej przewagi i oba kluby podzieliły się punktami.

Atalanta – Siena 1:2

Wyraźnej zadyszki dostała ostatnimi tygodniami Atalanta Bergamo, która potwierdziła to dzisiaj przegrywając u siebie z innym beniaminkiem Sieną 1:2. Choć przez regulaminowe 90 minut mieliśmy remis po golach Schelotto i Larrondo, to w doliczonym czasie gry trzy punkty Robur zapewnił niezawodny Mattia Destro.

Wszystkie najważniejsze wydarzenia pierwszej połowy spotkania miały miejsce w pierwszym kwadransie. Wówczas to wynik otworzył Ezequiel Schelotto, który już w szóstej minucie mocnym strzałem nie dał najmniejszych szans bramkarzowi Robur.

Na odpowiedź gości nie trzeba było jednak zbyt długo czekać w 13 minucie stan spotkania został wyrównany za sprawą rzutu karnego wykonywanego przez Marcelo Larrondo. To właśnie ten zawodnik uszczęśliwił nielicznych kibiców Sieny na tym spotkaniu i mecz zaczynał się od początku.

Druga połowa okazała się dużo słabsza od pierwszej. Dopiero w pierwszej minucie doliczonego czasu gry do siatki Atalanty trafił bożyszcze kibiców Robur, kuszony przez największe włoskie firmy, Mattia Destro, który spokojnym uderzeniem pokonał bramkarza rywala.

Tym samym ważne trzy punkty pojadą do Sieny.

AC Milan – Fiorentina 1:2

Choć po pierwszej połowie i golu Zlatana Ibrahimovicia (fot) z rzutu karnego Fiorentina przegrywała 0:1, to drugie 45 minut to popis geniuszu Stevana Joveticia, który najpierw dał wyrównanie, a później dograł do Amauriego, który zapewnił gościom niezwykle ważne trzy punkty.

Już w czwartej minucie wynik spotkania mógł otworzyć Stevan Jovetic, który znalazł się w polu karnym Milanu, ale uderzył obok bramki. Nieco później Ibrahimovic przymierzył z rzutu wolnego i świetnie bronił Boruc, a dobitka Muntariego poszybowała ponad bramką.

W 31 minucie obejrzeliśmy pierwsze trafienie w tym spotkaniu. W polu karnym przewracał się Maxi Lopez i sędzia wskazał na rzut karny. Do piłki podszedł Ibrahimovic, który spokojnie dał prowadzenie Rossonerim i umocnił się na pierwszej pozycji w klasyfikacji strzelców.

Kilka minut po stracie gola Fiorentina mogła wyrównać za sprawą rzutu wolnego. Pasqual uderzył bardzo mocno, ale doskonałą interwencją popisał się Abbiati. W odpowiedzi Maxi Lopez przyjął piłkę w polu karnym i uderzył z woleja w słupek.

Do końca pierwszej połowy goli już jednak nie ujrzeliśmy i Milan prowadził 1:0.

Tuż po przerwie, we właściwe pierwszej akcji po wznowieniu gry, świetną piłkę za linię obrony Milanu dostał Stevan Jovetic. Czarnogórzec znalazł się sam na sam z Christianem Abbiatim i bez chwili wahania złapawszy bramkarza na wykroku skierował futbolówkę do siatki.

W 54 minucie bardzo dobrą szansę po kontrze miał Jovetić, ale jego uderzenie obronił Abbiati. Nieco później po pięknym rajdzie Joveticia bramkarza miejscowych zatrudnił De Silvetsri. Jednakże popisał sie on bardzo dobrą paradą.

W 69 minucie Artur Boruc, po raz kolejny pokazał, iż jest jednym z najlepszych bramkarzy w lidze włoskiej, kiedy to nie dał się pokonać Maxi Lopezowi w sytuacji sam na sam. Nieco później polski golkiper pewnie chwycił mocny strzał Robinho.

W ostatniej minucie meczu błąd popełnił jednak Phillipe Mexes, po którego złym wybiciu piłkę przejął Amauri. Znalazł się ona razem z Joveticiem przed jednym obrońcą Milanu i po rozegraniu futbolówki między sobą Brazylijczyk skierował futbolówkę do siatki.

Tym samym sensacyjne zwycięstwo Violi w Mediolanie stało się faktem.

Juventus – AC Milan 2:2

Po wspaniałym widowisku w Turynie, miejscowy Juventus zremisował po dogrywce z zespołem AC Milan 2:2 i tym samym awansował do finału Coppa Italia. Gola w 106 minucie, przepięknym uderzeniem z dystansu, zdobył Mirko Vucinić (fot).

Pierwszy kwadrans nie przyniósł zbyt wiele ciekawej gry. Dopiero w 21 minucie mieliśmy pierwszy dobry strzał ze strony zespołu Milanu. Po stracie Lichtsteinera piłkę przejął Ibrahimovic i uderza po długim rogu – Storari paruje strzał na róg. W odpowiedzi strzelał Vucinić, ale Amelia miał daleko mniejsze problemy z tą próbą niż jego vis a vis z Juve.

Jednakże w 27 minucie, były golkiper Genoi był zmuszony wyciągać piłkę z siatki. Bramkę dającą prowadzenie gospodarzom zdobył Alessandro Del Piero. Il Capitano dostał piłkę od Lichtsteinera i pokonał bramkarza Rossonerich na raty.

Do przerwy więcej goli nie ujrzeliśmy.

Natomiast druga część gry rozpoczęła się z naprawdę wysokiego C. W 51 minucie nadzieję w serca podopiecznych Massimiliano Allegriego wlał Mesbah, który pięknym szczupakiem nie dał najmniejszych szans Marco Storariemu. Milan wciąż potrzebował jednak jednej bramki do dogrywki.

Następne minuty nie należało do nazbyt ciekawych, Milan próbował, lecz na niewiele się to zdawało. Aż wreszcie w ostatnich dziesięciu minutach dał o sobie znać Maxi Lopez, który ośmieszając obronę Starej Damy pokonał bramkarza i dał Milanowi szansę na dogrywkę.

Która ostatecznie stała się faktem. W tej od samego początku bardzo zdecydowanie atakowali gracze Juve. Najpierw gola zdobyć powinien Marchisio, jednak nie potrafił on dobić strzału z dystansu, następnie zaś Giaccherini przegrał pojedynek „jeden na jeden” z Amelią.

Jednak napór Starej Damy przyniósł w końcu efekt. W 96 minucie piłkę przed polem karnym otrzymał Mirko Vucinić. Czarnogórzec zdecydował się na uderzenie i przymierzył tak dobrze, że piłka ugrzęzła w siatce, dokładnie w okienku bramki.

Ostatecznie to to trafienie okazało się decydujące i dało Starej Damie finału Pucharu Włoch.

Genoa – Juventus 0:0

Prowadzony przez Antonio Conte Juventus FC zremisował po raz kolejny w meczu ligowym. Tym razem Bianconeri nie potrafili, pomimo wyraźnej przewagi, pokonać na wyjeździe Genoi i spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem.

Po pięciu remisach w sześciu ostatnich meczach ligowych Juventus szczęścia musiał szukać na boisku Genoi, która powoli odzyskiwała równowagę po serii fatalnych występów w Serie A.

Początek tego spotkania to lekka optyczna przewaga turyńczyków, którzy częściej zagrażali bramce miejscowej drużyny. Z okazji nic konkretnego jednak nie wynikało, bowiem piłka najczęściej mijała celu.

W kolejnych minutach dominacja Juventusu zaznaczała się coraz bardziej. Gospodarze rzadko dochodzili choćby do sytuacji strzeleckich, a gdy już osiągali ten etap, najczęściej chybiali.

Juventus tymczasem starał się konstruować kolejne ataki, tak by jeszcze przed przerwą wyjść na prowadzenie, tym bardziej że turyńczycy zapewne zdawali sobie sprawę, że w Mediolanie Milan wygrywał w tym samym czasie z Lecce 1:0.

W stolicy Ligurii jednak gole w pierwszych 45 minutach nie padły i Juventus tylko remisował z Genoą 0:0.

Już osiem minut po wznowieniu gry Juventus powinien wyjść na prowadzenie, ale po dośrodkowaniu Andrei Pirlo, Mirko Vucinić uderzył piłkę głową tak, że zatrzymała się ona na poprzeczce. Chwilę później znowu Czarnogórzec w roli głównej – tym razem jego strzał zatrzymał się na słupku.

Na stadionie Genoi mieliśmy dzisiaj prawdziwy festiwal słupków! W 60 minucie znowu dobrze zagrywał Pirlo, a tym razem słupek obił Simone Pepe, czyli ten, który dogrywał nieco wcześniej Vuciniciowi. W odpowiedzi trudny strzał Kaladze dobrze bronił Buffon.

Juve nie zamierzało składać broni. W 69 minucie doskonale przymierzył Claudio Marchisio z dystansu, ale Sebastian Frey przenosząc piłkę nad poprzeczką pokazał, iż wciąż jest doskonałym bramkarzem. Kilkadziesiąt sekund później piłka w końcu znalazła się w siatce, ale strzelec – Pepe był na minimalnym spalonym.

W 79 minucie Alberto Gilardino minął już Gianluigiego Buffona, ale dla rekonwalescenta z Genui to nie był dobry mecz – z ostrego kąta przestrzelił bardzo wyraźnie.

Ostatecznie na Stadio Luigi Ferraris bramek nie uświadczyliśmy.

Cesena – Siena 0:2

W ostatnim kwadransie spotkania Ceseny ze Sieną obejrzeliśmy dwie bramki, które ustrzelili gracze przyjezdni. Szczególnie smakować bramka musiała Erjonowi Bogdaniemu, który niechciany w Cesenie pogrążył dzisiaj swój były klub.

Spotkanie z Sieną było dla ostatniej w tabeli Ceseny drugim w tym tygodniu arcyważnym pojedynkiem mogącym sprawić, że drużyna na dobre włączy się do walki o ligowy byt. W środę miejscowi tylko zremisowali bezbramkowo z Catanią w zaległym pojedynku. Dziś także długo goli nie oglądaliśmy.

Oba zespoły od pierwszego gwizdka skupiały się bardziej na defensywie, bojąc się stracić bramkę, która w tak ważnych meczach mogłaby być decydującą o losie trzech punktów. W efekcie samych strzałów było w pierwszej części meczu bardzo mało, a co więcej większość z nich zapisać należało po stronie prób niecelnych.

W pierwszej części gry taktyka ta nie uległa już zmianie i na boisku Ceseny drugi raz z rzędu goli do przerwy nie oglądaliśmy.

Na samym początku drugiej połowy dwie dobre sytuacje mieli gospodarze. Najpierw Dominique Malonga minimalnie się pomylił z około dziesięciu metrów, następnie zaś Raphael Martinho nie uderzył lepiej. Mimo wszystko pierwsze 25 minut drugiej połowy nie należało do ciekawych.

Na kwadrans przed końcem wynik spotkania pewnym strzałem ustalił natomiast Franco Brienza. Wszelkie słowa uznania należą się jednak Claudio Terziemu, który z rzutu wolnego dograł do kolegi z zespołu tak, że pozostało mu tylko dostawić nogę.

Niechciany w Cesenie Ejron Bogdani, który do Sieny wrócił w 2012 roku, pogrążył Koniki Morskie w 81 minucie, kiedy to po podaniu wyrastającego na bohatera Robur Franco Brienzy wpakował futbolówkę do siatki.

Tym samym Siena odniosła ważne zwycięstwo.

Catania – Fiorentina 1:0

Pomimo bardzo dobrej dyspozycji w bramce Fiorentiny, Artura Boruca jego drużyna przegrała na wyjeździe z Catanią Calcio 0:1. Polskiego golkipera zdołał pokonać jedynie Lodi i to dopiero z rzutu karnego.

Bramka strzeżona dziś po raz kolejny w tym sezonie przez Artura Boruca od początku meczu znajdowała się pod ciągłym ostrzałem gospodarzy. Polak w pierwszym fragmencie spotkania nie miał jednak wiele pracy, bowiem uderzenie Catanii najczęściej nie trafiały w światło bramki.

Niemniej odnotować należy, iż w pierwszej połowie to Catania była bliższa zdobycia bramki, atakowała rywali z pasją i częściej znajdowała się pod ich polem karnym, gdzie w najwyższej gotowości musieli być gracze formacji defensywnej Violi.

W pierwszej części gry zarówno nasz rodak jak i broniący dostępu do drugiej bramki Juan Pablo Carrizo zachowali czyste konta.

W 57 minucie mieliśmy znamienną sytuację w polu karnym Fiorentiny. Gonzalo Bergessio został sfaulowany przez Alessandro Gamberiniego i sędzie pokazał na punk oddalony 11 metrów od bramki Violi. Tym razem, bardzo dobrze radzący sobie w tym spotkaniu Boruc musiał skapitulować.

W dalszej części gry gracze gości próbowali odrobić straty, jednak jak wiadomo na Sycylii nigdy nie jest to łatwe, a blisko było nawet aby Lodi podwoił wynik, jednak świetnie interweniował Boruc. Cesare Natali był zawodnikiem Fiorentiny, który był najbliższy odrobienia strat, ale jego główka okazała się minimalnie niecelna.

Tym samym Viola wraca z Sycylii bez punktów.

Atalanta – Parma 1:1

Najlepszy beniaminek obecnego sezonu włoskiej ekstraklasy, Atalanta Bergamo tylko zremisowała ze znajdującą się w dość słabej formie FC Parmą 1:1. Wynik otworzył już w piątej minucie Manfredini, wyrównał zaś w 55 Paletta.

Początek meczu ułożył się po myśli miejscowej drużyny, która już w piątej minucie gry wyszła na prowadzenie. Wtedy to w pole karne rywali powędrował obrońca Thomas Manfredini, który zachował się najlepiej podczas wrzutki z rzutu rożnego i po chwili cieszył się z gola.

Parma nie podłamała się jednak szybko straconym golem i ambitnie ruszyła do odrabiania strat. To ona była w tej części meczu zespołem aktywniejszym pod polem karnym rywala, jednak na tablicy wyników zmiany z tego powodu nie zachodziły.

Ostatecznie bramka zdobyta na początku tego meczu była jedyną w tej połowie i Atalanta była bliżej kompletu punktów.

Również w drugiej odsłonie gry Parmeńczycy nie zaprzestali poszukiwać swoich okazji do pokonania bramkarza beniaminka. W końcu, a dokładniej w 55 minucie, dopięli swego i Gabriel Paletta mógł cieszyć się z gola zdobytego głową.

W dalszej części gry Atalanta szukała bardzo usilnie swojego trafienia, który dałby La Dea komplet punktów, jednakże nie było im to dane dzisiejszego popołudnia i musieli się oni zadowolić tylko jednym punktem.